Wysokie
koszty pracy sprawiają, że osoby pracujące na etacie stają się niemal
uprzywilejowaną grupą zawodową. Umowa zawierana na czas nieokreślony staje się
dobrem trudno dostępnym. Pracodawcy preferują tańsze rozwiązania, takie jak
umowy cywilnoprawne czy outsourcing. Niekiedy już w ogłoszeniach dotyczących
ofert pracy zamieszcza się zastrzeżenie „gotowość do założenia działalności
gospodarczej”.
Gdy
zaczynałem swoją pierwszą poważniejszą pracę, w zasadzie nie miałem żadnej
możliwości wyboru – miła pani kierowniczka, która ze mną rozmawiała, od razu
zaznaczyła, że po trzech miesiącach pracowania na podstawie umowy o dzieło
muszę otworzyć działalność gospodarczą. Podpisanie innej umowy nie wchodziło w
rachubę. Ponieważ zależało mi na tej pracy, w taki oto sposób zostałem
„przedsiębiorcą”. Tutaj cudzysłów nieprzypadkowy, ponieważ de facto byłem normalnym pracownikiem, który przez co najmniej
osiem godzin dziennie wykonuje swoje obowiązki. No, może nie do końca normalnym
– miałem te same obowiązki co osoby na etacie, ale już praktycznie żadnych
przywilejów wynikających z kodeksu pracy.
Przez
jakiś czas starałem się walczyć z taką sytuacją, bowiem w świetle prawa po
prostu byłem pracownikiem – mój czas pracy był ewidencjonowany, pracowałam w
miejscu i okolicznościach wskazanych przez zlecającego, oczywiście pod jego
nadzorem. Wszelkie dyskusje kończyły się jednak subtelnym wskazaniem mi miejsca
w szeregu – zresztą miejsca, na które było już kilkudziesięciu innych chętnych…
Z czasem firma nieco zmieniła zasady współpracy ze mną i zacząłem pracować w
domu, nie w siedzibie firmy. To już nieco bardziej przypominało typowe
świadczenie usług, choć do ideału było jeszcze daleko. Dziwna to sytuacja, w
której zleceniodawca wylicza zleceniobiorcy każdą minutę pracy i nieustannie
kontroluje jego działania… Po kilku latach nasza współpraca umarła śmiercią
naturalną, a powodem była niewydolność finansowa firmy. Mimo wszystko było to
dość ciekawe przeżycie, w dodatku… płatne. Wiem, że w podobnej sytuacji jest i
może być tysiące pracowników etatowych. Dlatego podzielę się moim
spostrzeżeniami.
Jakie
są zalety jednoosobowej działalności gospodarczej, czyli tak naprawdę
samozatrudnienia? O ile nie jest to ukryty etat, jak w moim przypadku, można
mówić o dużej dozie swobody. Nawet ja, chociaż musiałem się rozliczać z czasu
pracy, w zasadzie nie miałem problemu, aby w dowolnym czasie zrobić sobie wolne
(oczywiście z pewnym konsekwencjami, ale o tym będzie później). W modelowym
przykładzie współpracy działamy na własne ryzyko, realizujemy zlecenia wedle
naszej najlepszej wiedzy i kompetencji. Nie mamy więc stałego nadzoru i
kontroli, rozliczając się jedynie z efektów pracy. Warto podkreślić, że często
jest to wyjście dość korzystne finansowo, w porównaniu z osobami, które pracują
na etatach. Można zarobić więcej, ale i trzeba ponosić koszty własne.
No
i robi się, niestety, mniej różowo… Największym obciążeniem jest konieczność
płacenia składek do ZUS-u. Jeśli chcemy dłużej współpracować, przestaną nas
obowiązywać ulgowe stawki, co jest już bardzo uciążliwe. Trzeba też płacić
podatki. Z mojego doświadczenia wynika, że dość korzystny jest ryczałt. Wiem
jednak, że wiele osób korzysta na podatku VAT, odpisując sobie, na przykład,
koszty paliwa czy zakupu materiałów. Ponosimy też koszty własne, pracując w
domu, chociaż niekoniecznie muszą być one przerażające.
Kolejnym
problemem są urlopy, a w zasadzie ich brak. Jak ktoś kiedyś powiedział: „Jeśli
wykonujesz wolny zawód, wolno ci pracować do upadłego”. Żeby pozwolić sobie na
dwutygodniowy urlop, trzeba praktycznie oszczędzać przez cały rok. Jeśli nie
pracujemy, nie zarabiamy. Każdy nieprzepracowany dzień wiąże się więc z
wymierną stratą. Ani ZUS-u, ani urzędu skarbowego nie interesuje to, że przepracowaliśmy
tylko połowę miesiąca – albo zapłacimy na czas, albo możemy mieć spore kłopoty.
Planowanie
urlopu przy prowadzeniu działalności gospodarczej wymaga ogromnej
samodyscypliny. Będzie ona potrzebna również przy samej pracy. Jeśli potrafimy
sobie doskonale zorganizować dzień, nie będzie z tym problemu. Często po prostu
musimy przekonać naszych domowników, że siedzenie w domu nie musi oznaczać
relaksu, ale pracę.
Jaki jest bilans zysków i strat przy prowadzeniu
jednoosobowej działalności gospodarczej? To oczywiście zależy od opłacalności
danego zajęcia i kondycji finansowej naszego zleceniodawcy. Często można
zarobić więcej niż osoby na etacie. Moim zdaniem jednak najważniejsze jest to,
by nie dać z siebie zrobić ukrytego pracownika. To generuje już prawie same
straty…

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz