czwartek, 26 czerwca 2014

Samozatrudnienie – zło konieczne czy ciekawa opcja?

Wysokie koszty pracy sprawiają, że osoby pracujące na etacie stają się niemal uprzywilejowaną grupą zawodową. Umowa zawierana na czas nieokreślony staje się dobrem trudno dostępnym. Pracodawcy preferują tańsze rozwiązania, takie jak umowy cywilnoprawne czy outsourcing. Niekiedy już w ogłoszeniach dotyczących ofert pracy zamieszcza się zastrzeżenie „gotowość do założenia działalności gospodarczej”.
Gdy zaczynałem swoją pierwszą poważniejszą pracę, w zasadzie nie miałem żadnej możliwości wyboru – miła pani kierowniczka, która ze mną rozmawiała, od razu zaznaczyła, że po trzech miesiącach pracowania na podstawie umowy o dzieło muszę otworzyć działalność gospodarczą. Podpisanie innej umowy nie wchodziło w rachubę. Ponieważ zależało mi na tej pracy, w taki oto sposób zostałem „przedsiębiorcą”. Tutaj cudzysłów nieprzypadkowy, ponieważ de facto byłem normalnym pracownikiem, który przez co najmniej osiem godzin dziennie wykonuje swoje obowiązki. No, może nie do końca normalnym – miałem te same obowiązki co osoby na etacie, ale już praktycznie żadnych przywilejów wynikających z kodeksu pracy.

Przez jakiś czas starałem się walczyć z taką sytuacją, bowiem w świetle prawa po prostu byłem pracownikiem – mój czas pracy był ewidencjonowany, pracowałam w miejscu i okolicznościach wskazanych przez zlecającego, oczywiście pod jego nadzorem. Wszelkie dyskusje kończyły się jednak subtelnym wskazaniem mi miejsca w szeregu – zresztą miejsca, na które było już kilkudziesięciu innych chętnych… Z czasem firma nieco zmieniła zasady współpracy ze mną i zacząłem pracować w domu, nie w siedzibie firmy. To już nieco bardziej przypominało typowe świadczenie usług, choć do ideału było jeszcze daleko. Dziwna to sytuacja, w której zleceniodawca wylicza zleceniobiorcy każdą minutę pracy i nieustannie kontroluje jego działania… Po kilku latach nasza współpraca umarła śmiercią naturalną, a powodem była niewydolność finansowa firmy. Mimo wszystko było to dość ciekawe przeżycie, w dodatku… płatne. Wiem, że w podobnej sytuacji jest i może być tysiące pracowników etatowych. Dlatego podzielę się moim spostrzeżeniami.
Jakie są zalety jednoosobowej działalności gospodarczej, czyli tak naprawdę samozatrudnienia? O ile nie jest to ukryty etat, jak w moim przypadku, można mówić o dużej dozie swobody. Nawet ja, chociaż musiałem się rozliczać z czasu pracy, w zasadzie nie miałem problemu, aby w dowolnym czasie zrobić sobie wolne (oczywiście z pewnym konsekwencjami, ale o tym będzie później). W modelowym przykładzie współpracy działamy na własne ryzyko, realizujemy zlecenia wedle naszej najlepszej wiedzy i kompetencji. Nie mamy więc stałego nadzoru i kontroli, rozliczając się jedynie z efektów pracy. Warto podkreślić, że często jest to wyjście dość korzystne finansowo, w porównaniu z osobami, które pracują na etatach. Można zarobić więcej, ale i trzeba ponosić koszty własne.
No i robi się, niestety, mniej różowo… Największym obciążeniem jest konieczność płacenia składek do ZUS-u. Jeśli chcemy dłużej współpracować, przestaną nas obowiązywać ulgowe stawki, co jest już bardzo uciążliwe. Trzeba też płacić podatki. Z mojego doświadczenia wynika, że dość korzystny jest ryczałt. Wiem jednak, że wiele osób korzysta na podatku VAT, odpisując sobie, na przykład, koszty paliwa czy zakupu materiałów. Ponosimy też koszty własne, pracując w domu, chociaż niekoniecznie muszą być one przerażające.
Kolejnym problemem są urlopy, a w zasadzie ich brak. Jak ktoś kiedyś powiedział: „Jeśli wykonujesz wolny zawód, wolno ci pracować do upadłego”. Żeby pozwolić sobie na dwutygodniowy urlop, trzeba praktycznie oszczędzać przez cały rok. Jeśli nie pracujemy, nie zarabiamy. Każdy nieprzepracowany dzień wiąże się więc z wymierną stratą. Ani ZUS-u, ani urzędu skarbowego nie interesuje to, że przepracowaliśmy tylko połowę miesiąca – albo zapłacimy na czas, albo możemy mieć spore kłopoty.
Planowanie urlopu przy prowadzeniu działalności gospodarczej wymaga ogromnej samodyscypliny. Będzie ona potrzebna również przy samej pracy. Jeśli potrafimy sobie doskonale zorganizować dzień, nie będzie z tym problemu. Często po prostu musimy przekonać naszych domowników, że siedzenie w domu nie musi oznaczać relaksu, ale pracę.
Jaki jest bilans zysków i strat przy prowadzeniu jednoosobowej działalności gospodarczej? To oczywiście zależy od opłacalności danego zajęcia i kondycji finansowej naszego zleceniodawcy. Często można zarobić więcej niż osoby na etacie. Moim zdaniem jednak najważniejsze jest to, by nie dać z siebie zrobić ukrytego pracownika. To generuje już prawie same straty…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz